

1, 2, 3, 4 ... nie mam już siły na liczenie zwariowanych owiec.
To takie męczące liczyć rozbrykane owce - trudno się w tym połapać. Najczęściej w tych momentach marudzę, co na szczęście jest zrozumiałe dla rodziców. Po kilku tygodniach mój umysł poskromi owce i prościej będzie mi zasypiać w dość regularnym czasie.
Kiedy owce mam niemalże policzone, po prostu zasypiam. Obok karmienia sen zajmuje istotną rolę w moim życiu. Na spoczynek wypełniam od 50% do 65% mojego czasu. Moje spanie jest wciąż nieułożone, ale owce z dnia na dzień są spokojniejsze. To znaczy i ja będę mógł wkrótce odpoczywać bezproblemowo - szczególnie w nocy.
Mam jeszcze problem z rozróżnianiem dnia od nocy, do czasu, kiedy mój umysł wykreuje pasterskiego burka (inaczej psa). Wtedy nastąpi okres zupełnego relaksu dla mnie i dla rodziców. Trzeba będzie jeszcze uważać na wilka, ale dzięki opanowaniu sztuki "Zen w wypasie owiec" oraz fakcie, że owce są naprawdę zwariowane - to raczej drapieżnik będzie unikał stada, a nie stado wilka.No cóż owce poszły spać. Dałem im popalić tym moim dzisiejszym liczeniem. Żeby przyśpieszyć proces, korzystam z domowego kalkulatora owiec (identyczny do matematycznego). Często w liczeniu pomaga mi również babcia Nancy, Mama i Tata (patrz zdjęcia).


Ahhh.... Byłbym zapomniał powiedzieć. Tata zainstalował mi dzisiaj łóżeczko, tak więc idę spać - może wykreuję mojego psiego pomocnika.
Jaki ze mnie pasterz możesz zobaczyć na zdjęciach.
Żegnam staropolskim
DASZBÓR
zobacz także:















No Comments/Trackbacks for this post yet...