
Od chwili narodzin zapałałem miłością do cyca (właściwie to cyców). Cyc był pierwszym zjawiskiem jakiego doświadczyłem opuszczając łono matczyne - poza oczywiście dziwnymi odgłosami i ogólną jasnością.
Czerpię z cyca wiele, bo to właśnie on zapewnia mi przetrwanie - pokarm, uczucie bezpieczeństwa, ciepło matczyne itp. Czuję się przy cycu jak ktoś bardzo spełniony - cyc jest najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się głodu, zmartwień, bólu samotności itp.
Cycu ty nad poziomy wyrastaj - gdybym potrafił mówić na pewno bym wygłaszał. Sięgam do cyca dość często, co czasami frapuje Mamę, która cierpliwie znosi moje zachcianki. Zresztą okrzyknęła mnie mianem Cycoholika. A z tego tytułu, że w rodzinie uwielbiamy spożywać Lecha (piwo z poznańskich
browarów), Mama nazywa mnie zamiast Julek - JULECH. Nie ukrywam, że często po dawce cieplutkiego, kalorycznego mleka, mam dość silne odloty (zobacz serię zdjęć po pełnej dawce).Co tu dużo ukrywać. Miłość do cyca (zwłaszcza wśród płci męskiej) jes
t wszechobecna. Wuja Słuchavek mówi: "no cóż, każdy z nas to lubi, ponoć nigdy się z tego nie wyrasta".Biedny Tata musi teraz poczekać na swoją kolej, bo to ja zająłem przy cycu jego miejsce. Ojciec często powtarza, że mam teraz zielone światło - także i kiedyś przyjdzie jego kolej.
Czuję się jakoś tak nieswojo. Chyba zdecyduję się na cyca. Uaa, Uaaaaaa, Uaaaa (płacz)
zobacz także:
1 miesiąc mojego życia
moja codzienność - sen
moja codzienność - kąpiel















No Comments/Trackbacks for this post yet...