Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam...
Tą oto pieśnią zaskoczyli mnie rodzice i babcia Nancy kiedy to dnia 13 kwietnia (piątek) obchodziłem mój pierwszy miesiąc na planecie ziemia.
Krótka relacja poniżej.

"- Gu, ga, gi, ga.
- Co to znaczy? Mów mi ojcze po ludzku.
- Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam!!!! (śpiewali donośnie)
- To na szczęście rozumiem.
Kolejny miesiąc, nie (...) właściwie całe życie przede mną"

"Po niespełna 2 pacierzach w pokoju pojawiła się Mama z czymś
co wyglądało na bombę. Istotnie tort - bo tak nazywali to okrągłe coś - był wybuchowy.
Szkoda że nie dali mi nawet talerza wylizać.
Nic się jednak nie stało, bo słodycz wyssałem póżniej z cyca"

"Pora na życzenie. Pomyślmy?!(...) Proszę nie podpowiadać.
Chwila, chwila, mam, mam, MAM!!!!.
Ale nie powiem bo się nie spełni"
"- Tata jeszcze jedno zdanie. Proszę!!!" No nie, nie mogę się jeszcze z ojcem dogadać.













2007-04-17 @ 01:06