by hazlikuss
@ 2007-03-27 - 22:03:37
Panie i Panowie!
Opowiem wam historię mojego poczęcia. Chwili, w której pojawiłem się na świecie, żeby dawać i czerpać ogromny zasób miłości - energii i mocy w jednym, która zniewala umysł i serce ( to ostatnie zdanie pochodzi z jednego z filmów oglądanych przez Mamę. Mama tak na marginesie jest moviemaniakiem).
Moją opowieść podzielę na 3 części. Wszystkie istotne i ekscytujące. Oczywiście ta ostatnia jednak najbardziej oczekiwana. Zacznę od weekendu 10 - 11 marca 2007, bo od niego wszystko się zaczęło. Właściwie data mojego przyjścia na świata miała miejsce 6 marca, ale wtedy układ gwiazd nie był dla mnie odpowiedni i dlatego postanowiłem poczekać troszeczkę.
Opowiem wam historię mojego poczęcia. Chwili, w której pojawiłem się na świecie, żeby dawać i czerpać ogromny zasób miłości - energii i mocy w jednym, która zniewala umysł i serce ( to ostatnie zdanie pochodzi z jednego z filmów oglądanych przez Mamę. Mama tak na marginesie jest moviemaniakiem).
Moją opowieść podzielę na 3 części. Wszystkie istotne i ekscytujące. Oczywiście ta ostatnia jednak najbardziej oczekiwana. Zacznę od weekendu 10 - 11 marca 2007, bo od niego wszystko się zaczęło. Właściwie data mojego przyjścia na świata miała miejsce 6 marca, ale wtedy układ gwiazd nie był dla mnie odpowiedni i dlatego postanowiłem poczekać troszeczkę.
Pamiętnego weekendu, w nadzei że wreszcie mnie zobaczy, przybył z wizytą Wielki Księgarz, czyli wuja Marian. Rodzice ostrzegali, że to może nie ten weekend, ale on uparcie chciał zawitać właśnie teraz. No cóż niestety na próżno. Chociaż nie powiem, ale coś musiało się tam wyprawiać:
W każdym bądź razie, każdy myślał, że narodziny odbędą się lada chwila. Nawet żadnego pijaństwa nie było (to był wielki wyjątek dla Taty i wuja Mariana) bo Tata musiał być cały czas w pogotowiu. Niestety weekend minął szybko, wuja Marian z maleńkim niesmakiem, wsiadając w poniedziałkowy Megabus relacji Cheltenham - Londyn, pewnie pomyślał: "ciekawe kto wygra zakład na Julkowe narodziny: ja obstawiałem sobotę, Hązlik piątek, a Mane środę" Jak się później okazało, nikt prawidłowo nie oszacował. Dusia blefowała a January miał rację. Jak to później, sam Wielki Księgarz przyznał - tak naprawdę to zakład wygrał Julek.
Poniedziałek 12 marca 07, godzina 09:30. Mama i Tata udali się z wizytą do szpitala na badania. Spod Mamy wydobywało się różowe coś, a poza tym bóle monstetucyjne były silniejsze.
W szpitalu pani zbadała mnie i Mamę i powiedziała, że to jeszcze nie teraz. Poczekajmy aż odejdą wody, poczekajmy na skurcze.
Te drugie - dość bolesne, pojawiły się około godziny 19:00. Jak się później okazało były one niczym, w porównaniu do tych, które dopiero co miały nadejść. A oto zapiski skurczybyków jakie zanotował Tata:
Poniedziałek 12 marca 07, godzina 09:30. Mama i Tata udali się z wizytą do szpitala na badania. Spod Mamy wydobywało się różowe coś, a poza tym bóle monstetucyjne były silniejsze.
W szpitalu pani zbadała mnie i Mamę i powiedziała, że to jeszcze nie teraz. Poczekajmy aż odejdą wody, poczekajmy na skurcze.
Te drugie - dość bolesne, pojawiły się około godziny 19:00. Jak się później okazało były one niczym, w porównaniu do tych, które dopiero co miały nadejść. A oto zapiski skurczybyków jakie zanotował Tata:
godzina 19:09 - skurcz trwał 40 secund
19:11 - 20 sec
19:13 - 37 sec
19:15 - 25 sec
19:17 - 24 sec
19:19 - 21 sec
19:11 - 20 sec
19:13 - 37 sec
19:15 - 25 sec
19:17 - 24 sec
19:19 - 21 sec
Skurcze przybierały na sile i wydłużały się nieznacznie. Mama próbowała wziąć gorącą, relaksacyjną kąpiel, ale bóle jej na to nie pozwalały. Godzinę później wyglądało to już troszeczkę inaczej:
godzina 20:05 - skurcz trwał 35 secund
20:08 - 35 sec
20:11 - 41 sec
20:14 - 40 sec
20:16 - 35 sec
20:18 - 40 sec
20:20 - 37 sec
20:22 - 37 sec
20:24 - 33 sec
20:27 - 38 sec
20:29 - 40 sec
(sponsorem pomiarów czasu jest firma SEIKO)
20:08 - 35 sec
20:11 - 41 sec
20:14 - 40 sec
20:16 - 35 sec
20:18 - 40 sec
20:20 - 37 sec
20:22 - 37 sec
20:24 - 33 sec
20:27 - 38 sec
20:29 - 40 sec
(sponsorem pomiarów czasu jest firma SEIKO)
Dalszych pomiarów niestety nie było bo Mama zaczęła z bólu krzyczeć. Skurcze powodowały, że nogi stawały się cierpkie, zaś sam ból nie do wytrzymania.
Niezastanawiając się wcale postanowiliśmy udać się do szpitala. Najpierw Tata zatelefonował na porodówkę z informacją, że oto nadjeżdżamy, a oni no to, że nas oczekują i że jesteśmy mile widziani.
Jazda samochodem nie sprawiała Mamie przyjemności. Nikt jej jednak nie zabronił krzyczeć, także robiła to co uznawała za najstosowniejsze, a Tata spanikowany po prostu prowadził brykę.
Pojawiliśmy się w szpitalu. Po wstępnych badaniach, pani położna stwierdziła, że kanalik, który za kilka godzin będę przemierzał, otwarty jest na 4 cm. Wszystko było w jak najlepszym porządku za wyjątkiem ogromnych, narastających bolów jakie towarzyszyły Mamie. Do momentu kiedy pojawił się "gaz". Oddychając gazem, Mama nie czuła uciążliwości jakie sprawiały jej skurcze, no i humor też zdecydowanie się poprawił.
Po kilku wdechach i wydechach, rura z gazem przypadkowo wpadła w ręce Ojca. Sztachnął się porządnie spanikowany, po czym już wyluzowany zwrócił się do położnej: - No tak, chyba przed chwilą, pozbawiłem szpital wszystkich zapasów gazu!
Niezastanawiając się wcale postanowiliśmy udać się do szpitala. Najpierw Tata zatelefonował na porodówkę z informacją, że oto nadjeżdżamy, a oni no to, że nas oczekują i że jesteśmy mile widziani.
Jazda samochodem nie sprawiała Mamie przyjemności. Nikt jej jednak nie zabronił krzyczeć, także robiła to co uznawała za najstosowniejsze, a Tata spanikowany po prostu prowadził brykę.
Pojawiliśmy się w szpitalu. Po wstępnych badaniach, pani położna stwierdziła, że kanalik, który za kilka godzin będę przemierzał, otwarty jest na 4 cm. Wszystko było w jak najlepszym porządku za wyjątkiem ogromnych, narastających bolów jakie towarzyszyły Mamie. Do momentu kiedy pojawił się "gaz". Oddychając gazem, Mama nie czuła uciążliwości jakie sprawiały jej skurcze, no i humor też zdecydowanie się poprawił.
Po kilku wdechach i wydechach, rura z gazem przypadkowo wpadła w ręce Ojca. Sztachnął się porządnie spanikowany, po czym już wyluzowany zwrócił się do położnej: - No tak, chyba przed chwilą, pozbawiłem szpital wszystkich zapasów gazu!















No Comments/Trackbacks for this post yet...