by hazlikuss
@ 2007-03-27 - 20:10:14
Jestem Julek! To moje drzewo. Po lewej Mama, a po prawej Tata. Moja mama to Mane i jest Wenezuelką. Mój Tata to Andrzej i jest Polakiem. Nie wiem jak się poznali, bo jeszcze mi nie powiedzieli.
Tata mówi, że mam w sobie dość ciekawe geny. Co to są te geny? Czy to jakieś robaki? Jak każde normalne niemowlę mam 4 dziadków, 8 pradziadków, 16 pra-pradziadków, 32 pra-pra-pradziadków, 64 pra-pra-pra-pradziadków, itd.
Nie będę pisał o każdym z nich, bo mi rodzice tak długo przy kompie nie pozwolą grzebać. Ale szybko zdradzę, kilka ciekawych historii.
Ciotka Mamy opowiadała kiedyś, jak to jej dziadek był piratem na Morzu Karaibskim. Grabił statki wokoło (jak to? rozumiem grabienie trawy, ale statki?) Zły z niego był rozbójnik. Z tymi wszystkimi skarbami, wujek popłynął do Wielkiej Brytwanny, gdzie przekazał łupy głowie państwa na wyspie, za co został wynagrodzony tytułem szlacheckim Sir.
Popatrz teraz na drzewo! Ojciec pradziadka Wilhelma pochodzi z rodu De Miranda. Jak Mama mówi, to jest ten De Miranda, który walczył o niepodległość Ameryki Pd, w tym Wenezueli. Jak powiem to na podwórku to mi chłopaki nie uwierzą.
Z kolei dziadek prababci Carmen nazywa sie De Sucre i pochodzi na 100% z rodu tego sławnego Sucre , który był prezydentem Boliwii, a wcześniej pomógł wyzwolić Ekwador i Peru i w ogóle kumplował się z Simonem Bolivarem. Wszyscy mówią, że płynnie we mnie błękitna krew, co jest nieprawdą. Po kilkakrotnym skaleczeniu się, wciąż płynie czerwona.
Rodzina Taty to chyba od pokoleń Polacy. Pewnie Lech (przywódca plemiona) to mój dawny krewny, bo Tata bardo lubi piwo z jego browarów.
Słyszałem, że rodzina pradziadka Bohdana, kilka pokoleń wstecz nazywała się tak samo, jak rodzina pradziadka Stasia. O dziwo (nie wiem dlaczego rodzice zabronili mi wypowidać to słowo) była to ta sama rodzina.
Jestem dumny z mojego drzewa ginekologicznego. Kocham moich rodziców, dziadków, pradziadków i pra-pradziadków bo dzięki nim jestem na tym świecie. Kocham ich bez względu na to kim są, kim byli i co dla świata znaczyli. Kocham ich i już!
Nie będę pisał o każdym z nich, bo mi rodzice tak długo przy kompie nie pozwolą grzebać. Ale szybko zdradzę, kilka ciekawych historii.
Ciotka Mamy opowiadała kiedyś, jak to jej dziadek był piratem na Morzu Karaibskim. Grabił statki wokoło (jak to? rozumiem grabienie trawy, ale statki?) Zły z niego był rozbójnik. Z tymi wszystkimi skarbami, wujek popłynął do Wielkiej Brytwanny, gdzie przekazał łupy głowie państwa na wyspie, za co został wynagrodzony tytułem szlacheckim Sir.
Popatrz teraz na drzewo! Ojciec pradziadka Wilhelma pochodzi z rodu De Miranda. Jak Mama mówi, to jest ten De Miranda, który walczył o niepodległość Ameryki Pd, w tym Wenezueli. Jak powiem to na podwórku to mi chłopaki nie uwierzą.
Z kolei dziadek prababci Carmen nazywa sie De Sucre i pochodzi na 100% z rodu tego sławnego Sucre , który był prezydentem Boliwii, a wcześniej pomógł wyzwolić Ekwador i Peru i w ogóle kumplował się z Simonem Bolivarem. Wszyscy mówią, że płynnie we mnie błękitna krew, co jest nieprawdą. Po kilkakrotnym skaleczeniu się, wciąż płynie czerwona.
Rodzina Taty to chyba od pokoleń Polacy. Pewnie Lech (przywódca plemiona) to mój dawny krewny, bo Tata bardo lubi piwo z jego browarów.
Słyszałem, że rodzina pradziadka Bohdana, kilka pokoleń wstecz nazywała się tak samo, jak rodzina pradziadka Stasia. O dziwo (nie wiem dlaczego rodzice zabronili mi wypowidać to słowo) była to ta sama rodzina.
Jestem dumny z mojego drzewa ginekologicznego. Kocham moich rodziców, dziadków, pradziadków i pra-pradziadków bo dzięki nim jestem na tym świecie. Kocham ich bez względu na to kim są, kim byli i co dla świata znaczyli. Kocham ich i już!













No Comments/Trackbacks for this post yet...