by hazlikuss
@ 2007-03-27 - 23:50:54
Z maleńkiej izby przenieśliśmy się do pokoju porodowego nr 6. Jak się okazało był to ten sam pokój, który odwiedziliśmy podczas grudniowej prezentacji.
Oprócz tego miłe wspomnienia Taty z pobytu w Wenezueli, opowieści o Polsce sprawiały, że Mama doświadczała dość ciekawych wyobrażeń. Kilkakrotnie za pomocą wzmożonej kontemplacji udało mi się połączyć z myślami Mamy.
Jedną z jej częstych wizualizacji był kwitnący kwiat otwierający swe pąki. Dzięki temu ciało Mamy dojrzewało do tego, żebym wkrótce bez problemów wydostał się z jej brzucha (pewnie pomagało to poszerzyć kanał jakim miałem się niebawem wyśliznąć). Kiedy ból stawał się nieznośny, Mama wyobrażała sobie sztuczne ognie, które wzlatują w powietrze, żeby na samym szczycie rozbłysnąć wokoło tysiącem kolorów. Taka była powiem synteza bólu. Jego moc łagodnie wznosiła się w powietrze, żeby swoją mocą oszałamiać.
Trwało to przez około 5 godzin i jak to przyznała Mama, jeszcze nigdy nie czerpała tak wielkiej przyjemności z tak wielkiego cierpienia.
Czas płynął ostro i zdecydowanie, kiedy to o 2:35 (wtorek) odeszły wody. Strumień gorącego płynu błyskawicznie spłynął z piłki i rozlał się na podłodze.
Rozpoczęło się prawdziwe rodzenie.
Po 45 minutach, wymęczona, zlana potem, dała mi życie. Moja kochana Mama.
Wreszcie się narodziłem i poczułem jak ogromna moc miłości wtapia się we mnie dając spokój i radość.
Jedną z jej częstych wizualizacji był kwitnący kwiat otwierający swe pąki. Dzięki temu ciało Mamy dojrzewało do tego, żebym wkrótce bez problemów wydostał się z jej brzucha (pewnie pomagało to poszerzyć kanał jakim miałem się niebawem wyśliznąć). Kiedy ból stawał się nieznośny, Mama wyobrażała sobie sztuczne ognie, które wzlatują w powietrze, żeby na samym szczycie rozbłysnąć wokoło tysiącem kolorów. Taka była powiem synteza bólu. Jego moc łagodnie wznosiła się w powietrze, żeby swoją mocą oszałamiać.
Trwało to przez około 5 godzin i jak to przyznała Mama, jeszcze nigdy nie czerpała tak wielkiej przyjemności z tak wielkiego cierpienia.
Czas płynął ostro i zdecydowanie, kiedy to o 2:35 (wtorek) odeszły wody. Strumień gorącego płynu błyskawicznie spłynął z piłki i rozlał się na podłodze.
Rozpoczęło się prawdziwe rodzenie.
Po 45 minutach, wymęczona, zlana potem, dała mi życie. Moja kochana Mama.
Wreszcie się narodziłem i poczułem jak ogromna moc miłości wtapia się we mnie dając spokój i radość.















No Comments/Trackbacks for this post yet...