Search blog.co.uk

Archives for: March 2007

pierwszy pokaz mody

by hazlikuss @ 2007-03-29 - 20:07:15
To jest pierwszy raz kiedy oficjalnie moja skromna postać ukazuje się światu (światłu). Oczywiście moja postura bezprzyodziewkowa- tylko dla kobiet - jest bardziej atrakcyjna aniżeli w uniformach i dlatego postanowiłem nie wzbudzać zawstydzenia wśród płci brzydkiej.
Żeby nie było nudno przywdziałem kilka fasonów, które reprezentują pewne trendy mody.
Krótkie sprawozdanie, znajdziecie poniżej. Zaczynamy.

Julek szp1
"kombinezon taneczny"
jest to niewątpliwie najciekawsza sportowa wersja stroju dyskotekowego; najlepiej się w tym tanczy polkę i góralskie przyśpiewki; z uwagi na wzmożone wzornictwo wymagana jest asysta silnej ręki (patrz zdjęcie); szybki demontaż stroju umożliwia środkowe zapięcie: do kompletu dołączona jest rękawica, którą można wycierać pot z czoła lub boksować tych, którzy myślą że mamy mleko pod nosem.
myśl przewodnia: "Ostatnio popularny program telewizyjny Taniec z Gwiazdami osiągnął wymiar kosmiczny. Ponoć następną gwiazdą jest Polarna"

Julek szpital
"ściągacz szpitalny"
wspaniały wybór na wieczory spędzone w domu. asymetryczny krój i prostota wykonania, powodują odczucia lekkiego podenerwowania. strój najlepiej służy filozoficznym dysputom albo długo godzinnym omamianiem partnera - rodzica.
myśl przewodnia: "czuję się jakbym był w zupełnie innym świecie"

na czerwono
"rewolucjonista"
najnowszy model "rewolucjonisty" podbija serca nie tylko socjalistów. Stworzony dla ludu, przez lud, posiada nie tylko głęboki wyraz symbliczny, ale również i praktyczny. Kolor czerwony sugeruje nadzieję w walce o lepsze jutro. Ponoć te same uniformy zakładali Che i Fidel, podczas ostatnich dni walki z imperialistą.
Znakomicie kamufluje plamy po buraczkach, porzeczkach, malinach no i oczywiście czerwonym winie. 
myśl przewodnia: "hasta la victoria siempre"

na niebiesko"psi detektyw"

jest to strój detektywistyczny, który dysponuje specjalnie wbudowanym wykrywaczem metalów (heavy metalów), lunetą optyczną i wyrzutnią rakiet typu RM-70. w odpowiednich chwilach potrafi samoczynnie dokonywać dedukcji, a odnajdywanie w tłumie odpowiednich interlokutorów nie sprawia namniejszego wysiłku.
to "psi detektyw" stał się inspiracją dla Sir Arthura Conana Doyla do napisania swych dzieł o słynnym detekywie Holmesie.
myśl przewodnia: "drogi Watsonie, tzn. Tato, dedukuję iż pora zmienić pieluchę"

oto jestem!

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 23:53:53
Nazywam się Julian Gorny Vivas Dobrzykowski De Miranda
Narodziłem się 13 Marca 2007 (wtorek) ogodzinie 3:20 w nocy.
Miejscem moich narodzin był Worcestershire Royal Hospital
(patrz mapa)
map

moja waga: 3,265 kg
mój wzrost:  52 cm
kolor oczu: jeszcze niezidentifikowany
znaki szczególne: dużo włosów na głowie (czarne)
zaraz po urodzeniu otwarte oczy
lekarze asystujący: położna studentka - Cathy Green
położna wyższa rangą - Karren Williams
świadkowie: Tata
pierwsza piosenka: "Ogórek, Ogórek"
rodzice zwracają się do mnie: Julek (Julek Ogórek)
w domu zawitałem tego samego dnia o 19:30

Jedno z moich pierwszych zdjęć:
julek

poród

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 23:50:54
Z maleńkiej izby przenieśliśmy się do pokoju porodowego nr 6. Jak się okazało był to ten sam pokój, który odwiedziliśmy podczas grudniowej prezentacji.
Przyciemnione światło, łagodna muzyka, wdychany gas i kołysanie na gimnastycznej piłce skutecznie uśmierzało ból.
gas
Oprócz tego miłe wspomnienia Taty z pobytu w Wenezueli, opowieści o Polsce sprawiały, że Mama doświadczała dość ciekawych wyobrażeń. Kilkakrotnie za pomocą wzmożonej kontemplacji udało mi się połączyć z myślami Mamy.
Jedną z jej częstych wizualizacji był kwitnący kwiat otwierający swe pąki. Dzięki temu ciało Mamy dojrzewało do tego, żebym wkrótce bez problemów wydostał się z jej brzucha (pewnie pomagało to poszerzyć kanał jakim miałem się niebawem wyśliznąć). Kiedy ból stawał się nieznośny, Mama wyobrażała sobie sztuczne ognie, które wzlatują w powietrze, żeby na samym szczycie rozbłysnąć wokoło tysiącem kolorów. Taka była powiem synteza bólu. Jego moc łagodnie wznosiła się w powietrze, żeby swoją mocą oszałamiać.
Trwało to przez około 5 godzin i jak to przyznała Mama, jeszcze nigdy nie czerpała tak wielkiej przyjemności z tak wielkiego cierpienia.
Czas płynął ostro i zdecydowanie, kiedy to o 2:35 (wtorek) odeszły wody. Strumień gorącego płynu błyskawicznie spłynął z piłki i rozlał się na podłodze.
Rozpoczęło się prawdziwe rodzenie.
Po 45 minutach, wymęczona, zlana potem, dała mi życie. Moja kochana Mama.
Wreszcie się narodziłem i poczułem jak ogromna moc miłości wtapia się we mnie dając spokój i radość.
WITAJ SWIECIE OTO JESTEM!
JULIAN GORNY VIVAS DOBRZYKOWSKI DE MIRANDA!
first meeting

wspomnienie 9 miesięcy

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 23:45:20

Zanim jednak przejdę do samego porodu, zobaczcie jak ja i moja Mama radziliśmy sobie przez te 9 miesięcy. Okres, w którym każdy wypatrywał moich narodzin był niezwykle ekscytujący, jednak końcówka chyba najbardziej.
Zaprezentuję Wam kilka fotografii, które w jakimś stopniu zobrazują moje w brzuchu swawole. Z uwagi na brak dofinansowania do projektu, każdy musi mnie sobie wyobrazić. (można za to podziwiać Mamę)
No to zaczynamy!


To jest jeden z moich początków - bodajże 3 miesiąc
3 months

Tutaj Mama obchodzi urodziny - 4 miesiąc
Mum's Birthday

W tym dniu moi rodzice dowiedzieli się że ja - to chłopiec
- jeszcze wtedy nie mieli gotowego dla mnie imienia. Kandydatury jakie rozpatrywali to m.in: Jan, Gabryś, Daniel...
Gdybym był dziewczynką moje imię byłoby Zofia.
Radość przeogromna - zwłaszcza dla Taty - 4 miesiąc
Its a Boy!

A to zdjęcie zostało zrobione podczas ostatniej wyprawy krajoznawczej - Malvern Hills.
5 miesięc
Love

A to zachód słońca w Bredon gdzie teraz mieszkam
końcówka 5 miesiąca
Countryside

Do ulubionej muzyki zaliczyć mogę: heavy metal, rock and roll i
muzykę klasyczną. Mój ulubiony przebój to Ogórek, Ogórek
Rodzice nazywają mnie nawet Julek Ogórek
(początek 6 miesiąca)
Listening Ogórek Ogórek

To urodziny Taty. O nie tata nie leży pijany w kącie.
To nie ta historia
6 miesiąc

Dad Birthday

Pora na imprezę. Mama na tym zdjęciu
wygląda apetycznie - jak to Tata stwierdził
6-7 miesiąc
Going for a party

A tutaj Panie i Panowie Mama gotuje.
Szkoda, że nie można wylizać garów.
7 miesiąc
Cooking nice tea

Tutaj Mama podczas niedzielnego poranku.
Tata niewidoczny bo wciąż uderza w kimono.
To chyba 7 miesiąc o ile się nie mylę.
Sunday morning

Rodzinne spotkanie. Tak jak zawsze doborowe
towarzystwo raduje się spędzonym wspólnie czasem
To mój 7 miesiąc
Family meeting

A to zima w Bredon. Jednodniowy śnieg sparaliżował wówczas cały kraj.
Dla mnie to pierwszy kontakt ze śniegiem. Dla Mamy może trzeci?!
8 miesiąc
My first winter

Krótka sesja zdjęciowa. Moja waga mimo, że piórkowa
 była już w tym okresie oszałamiająca
To jest końcówka 8 miesiąca

Piece of act

To już jest prawie koniec. Następnego dnia
zaczynamy rodzić
Definitywnie 9 miesiąc
Day before the DAY

No to byłoby na tyle. Następnie przejdziemy do najbardziej oczekiwanej i ekscytującej partii. Mniam ... już się nie mogę doczekać.

koniec długiego oczekiwania

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 22:03:37
Panie i Panowie!
Opowiem wam historię mojego poczęcia. Chwili, w której pojawiłem się na świecie, żeby dawać i czerpać ogromny zasób miłości - energii i mocy w jednym, która zniewala umysł i serce ( to ostatnie zdanie pochodzi z jednego z filmów oglądanych przez Mamę. Mama tak na marginesie jest moviemaniakiem).
Moją opowieść podzielę na 3 części. Wszystkie istotne i ekscytujące. Oczywiście ta ostatnia jednak najbardziej oczekiwana. Zacznę od weekendu 10 - 11 marca 2007, bo od niego wszystko się zaczęło. Właściwie data mojego przyjścia na świata miała miejsce 6 marca, ale wtedy układ gwiazd nie był dla mnie odpowiedni i dlatego postanowiłem poczekać troszeczkę.

Pamiętnego weekendu, w nadzei że wreszcie mnie zobaczy, przybył z wizytą Wielki Księgarz, czyli wuja Marian. Rodzice ostrzegali, że to może nie ten weekend, ale on uparcie chciał zawitać właśnie teraz. No cóż niestety na próżno. Chociaż nie powiem, ale coś musiało się tam wyprawiać:

Daddy and Uncle Marian

Tego weekendu u Mamy pojawiły się pierwsze bóle podobne do tych monstrutracyjnych. Dodatkowo budziły ją w nocy ćwiczenia przedporodowe  jakie wykonywałem w okolicach, które z nieznanych mi jeszcze powodów  uwielbiane i porządane są wręcz przez Tatę.
W każdym bądź razie, każdy myślał, że narodziny odbędą się lada chwila. Nawet żadnego pijaństwa nie było (to był wielki wyjątek dla Taty i wuja Mariana) bo Tata musiał być cały czas w pogotowiu. Niestety weekend minął szybko, wuja Marian z maleńkim niesmakiem, wsiadając w poniedziałkowy Megabus relacji Cheltenham - Londyn, pewnie pomyślał: "ciekawe kto wygra zakład na Julkowe narodziny: ja obstawiałem sobotę, Hązlik piątek, a Mane środę" Jak się później okazało, nikt prawidłowo nie oszacował. Dusia blefowała a January miał rację. Jak to później, sam Wielki Księgarz przyznał - tak naprawdę to zakład wygrał Julek.
Poniedziałek 12 marca 07, godzina 09:30. Mama i Tata udali się z wizytą do szpitala na badania. Spod Mamy wydobywało się różowe coś, a poza tym bóle monstetucyjne były silniejsze.
W szpitalu pani zbadała mnie i Mamę i powiedziała, że to jeszcze nie teraz. Poczekajmy aż odejdą wody, poczekajmy na skurcze.
Te drugie - dość bolesne, pojawiły się około godziny 19:00. Jak się później okazało były one niczym, w porównaniu do tych, które dopiero co miały nadejść. A oto zapiski skurczybyków jakie zanotował Tata:

godzina 19:09 - skurcz trwał 40 secund
19:11 - 20 sec
19:13 - 37 sec
19:15 - 25 sec
19:17 - 24 sec
19:19 - 21 sec


Skurcze przybierały na sile i wydłużały się nieznacznie. Mama próbowała wziąć gorącą, relaksacyjną kąpiel, ale  bóle jej na to nie pozwalały. Godzinę później wyglądało to już troszeczkę inaczej:

godzina 20:05 - skurcz trwał 35 secund
20:08 - 35 sec
20:11 - 41 sec
20:14 - 40 sec
20:16 - 35 sec
20:18 - 40 sec
20:20 - 37 sec
20:22 - 37 sec
20:24 - 33 sec
20:27 - 38 sec
20:29 - 40 sec
(sponsorem pomiarów czasu jest firma SEIKO)


Dalszych pomiarów niestety nie było bo Mama zaczęła z bólu krzyczeć. Skurcze powodowały, że nogi stawały się cierpkie, zaś sam ból nie do wytrzymania.


beginning

Niezastanawiając się wcale postanowiliśmy udać się do szpitala. Najpierw Tata zatelefonował na porodówkę z informacją, że oto nadjeżdżamy, a oni no to, że nas oczekują i że jesteśmy mile widziani.
Jazda samochodem nie sprawiała Mamie przyjemności. Nikt jej jednak nie zabronił krzyczeć, także robiła to co uznawała za najstosowniejsze, a Tata spanikowany po prostu prowadził brykę.
Pojawiliśmy się w szpitalu. Po wstępnych badaniach, pani położna stwierdziła, że kanalik, który za kilka godzin będę przemierzał, otwarty jest na 4 cm. Wszystko było w jak najlepszym porządku za wyjątkiem ogromnych, narastających bolów jakie towarzyszyły Mamie. Do momentu kiedy pojawił się "gaz". Oddychając gazem, Mama nie czuła uciążliwości jakie sprawiały jej skurcze, no i humor też zdecydowanie się poprawił.
Po kilku wdechach i wydechach, rura z gazem przypadkowo wpadła w ręce Ojca. Sztachnął się porządnie spanikowany, po czym już wyluzowany zwrócił się do położnej: - No tak, chyba przed chwilą, pozbawiłem szpital wszystkich zapasów gazu!

odzyskaj swoją osobowość

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 21:21:38
mur 
Tak zaczyna się manifest wysprejowany, przez nieznaną nikomu osobowość.
Człowiek buduje tymczasowy mur, który oddziela brzydkie od ładnego, ulicę od tego, co za murem. W oka mgnieniu pojawia się i znika postać nieznana i sprayem - niczym pies sikiem - błyskawicznie pozostawia po sobie ślad, który zmusza nas do sekundowej myśli. "Odzyskaj swoją osobowość"
Co mam odzyskać, kiedy nie pamiętam jak może być inaczej, jak żyć czysto - bez skazy.
Musiałbym powrócić do łona matki, żeby się wyzwolić z jarzma naznaczonego rzeczywistością.
Albo zbudować maszynę czasu, żeby przenieść się do czasów, kiedy jako człowiek pierwotny mógłbym robić z własną osobowością to, co mi się żywnie podoba. Ale pewnie, nawet i tam musiałbym podporządkować się prawom, które ograniczałoby moją swobodę myślową - prymitywnie rozwiniętą.
Jednak wolę brzuch mamy - niepodlegający żadnym prawom - i chociaż uzależniony od matki, to jednak z czystym umysłem, który skupia się tylko na nauce.
Po kilku dniach mur znika i pozostaje wyremontowany budynek. To kolejny sklep, który zrobi z nas wzorowego konsumenta.

drzewo rodzinne

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 20:10:14

drzewoJestem Julek! To moje drzewo. Po lewej Mama, a po prawej Tata. Moja mama to Mane i jest Wenezuelką. Mój Tata to Andrzej i jest Polakiem. Nie wiem jak się poznali, bo jeszcze mi nie powiedzieli.

 Tata mówi, że mam w sobie dość ciekawe geny. Co to są te geny? Czy to jakieś robaki? Jak każde normalne niemowlę mam 4 dziadków, 8 pradziadków, 16 pra-pradziadków, 32 pra-pra-pradziadków, 64 pra-pra-pra-pradziadków, itd.
Nie będę pisał o każdym z nich, bo mi rodzice tak długo przy kompie nie pozwolą grzebać. Ale szybko zdradzę, kilka ciekawych historii.
Ciotka Mamy opowiadała kiedyś, jak to jej dziadek był piratem na Morzu Karaibskim. Grabił statki wokoło (jak to? rozumiem grabienie trawy, ale statki?) Zły z niego był rozbójnik. Z tymi wszystkimi skarbami, wujek popłynął do Wielkiej Brytwanny, gdzie przekazał łupy głowie państwa na wyspie, za co został wynagrodzony tytułem szlacheckim Sir.
Popatrz teraz na drzewo! Ojciec pradziadka Wilhelma pochodzi z rodu De Miranda. Jak Mama mówi, to jest ten De Miranda, który walczył o niepodległość Ameryki Pd, w tym Wenezueli. Jak powiem to na podwórku to mi chłopaki nie uwierzą.
Z kolei dziadek prababci Carmen nazywa sie De Sucre i pochodzi na 100% z rodu tego sławnego Sucre , który był prezydentem Boliwii, a wcześniej pomógł wyzwolić Ekwador i Peru i w ogóle kumplował się z Simonem Bolivarem. Wszyscy mówią, że płynnie we mnie błękitna krew, co jest nieprawdą. Po kilkakrotnym skaleczeniu się, wciąż płynie czerwona.
Rodzina Taty to chyba od pokoleń Polacy. Pewnie Lech (przywódca plemiona) to mój dawny krewny, bo Tata bardo lubi piwo z jego browarów.
Słyszałem, że rodzina pradziadka Bohdana, kilka pokoleń wstecz nazywała się tak samo, jak rodzina pradziadka Stasia. O dziwo (nie wiem dlaczego rodzice zabronili mi wypowidać to słowo) była to ta sama rodzina.
Jestem dumny z mojego drzewa ginekologicznego. Kocham moich rodziców, dziadków, pradziadków i pra-pradziadków bo dzięki nim jestem na tym świecie. Kocham ich bez względu na to kim są, kim byli i co dla świata znaczyli. Kocham ich i już!

historia poczęcia

by hazlikuss @ 2007-03-27 - 20:07:28

     embryo
     Z moim poczęciem było tak. Kiedy moi rodzice się poznają, od razu pragną mieć potomka (nie mylić z chęcią posiadania zwierzątka). Tata pyta pierwszy, na co Mama reaguje pozytywnie. Obydwoje przyjmują wyzwanie.
       Po kilkunastu miesiącach, miłość pomiędzy nimi jest tak wielka, że pragnienie poczęcia potomka odwiedza ich łoże na 22 Blakesley Avenue każdego płodnego dnia. Jednak stres, szybkie tempo londyńskiego życia, przeogromna chęć zajścia w ciążę skutecznie blokuje postęp ku stworzeniu istoty boskiej w mojej osobie. Minie jeszcze kilka miesięcy odkąd Mama poinformuje Tatę, że oto jestem. Wcześniej jednak dużo zmian w życiu moich starszych.
       Najpierw miesięczne wakacje w Wenezeulii, potem przeprowadzka z Londynu na brytyjską wieś, wakacje w Polsce, ślub moich rodziców pamiętnego 7 lipca 2006 roku w Londynie.
       Dwa dni po tym, tj. 09 lipca 2006 - poranek pomiędzy godziną 10:00 - 11:30, Mama wręcza Tacie test ciążowy potwierdzający moje poczęcie.
       Tak naprawdę trudno powiedzieć, gdzie odbył się ten przełomowy stosunek. Mogła to być Wenezuela albo Polska. Takie będę zresztą posiadał obywatelstwa - Yupiii.
Jedno jest pewne. Mama i Tata na wakacjach są tak zrelaksowani, odprężeni, że zupełnie  zapominają o problemach, zajściu w ciążę, dniach płodnych, itp.
       Teraz już wiem, co Mama ma na myśli mówiąc do Taty: pięć minutek?


pregnancy test

Footer

The content of this website belongs to a private person, blog.co.uk is not responsible for the content of this website.